Przed chwila skończyła się u nas dziwna burza. W biały dzień zaczęły dobiegać z zachodu groźne grzmoty, choć nie było widać błyskawic. Na wszelki wypadek wyłączyłam komputer, a po półtorej godzinie burza poszła na wschód.
Mąż już kolejny dzień nie może skosić naszych pięciu trawniczków, bo albo potwornie gryzą komary, albo pada deszcz.
Jednak rośliny na działce nie przejmują się ani komarami, ani deszczem, ani burzą.
Pod płotem zakwitła funkia, która zawsze mnie zachwyca swymi białymi kwiatami.
Zaczynają kwitnąć hortensje- biała i różowa.
Za tą hortensją widać, jak jest wysoka trawa na łączce.
Od dawna rośnie u nas różowa malwa, obok niej widać przekwitłe orliki, które trzeba ściąć i rozsypać ziarenka.
Mąż sprawił mi niespodziankę i w ubiegłym roku kupił cebulkę lilii, która teraz zakwitła.
Różowe lilie azjatyckie kilka lat temu kupiłam sama.
Teraz proszę popatrzeć na nasz warzywnik, który przysparza mnóstwo problemów, ale po skoszeniu łączek mąż między grządkami rozsypuje trawę i dzięki temu nie trzeba walczyć z wszechobecnym zielskiem.
Już nie mogę się doczekać, kiedy na fasolce szparagowej pojawią się strączki.
Jeśli w tym roku na działkę nie przedostaną się dziki, to będziemy mieć własne ziemniaki. Na oczyszczonej grządce rośnie sałata samosiejka z ubiegłego roku, którą jemy już od dwóch miesięcy.
W minionym roku mieliśmy problem z cukinią, która owocowała jak szalona i trzeba ją było rozdawać, dlatego w tym roku mąż wsadził tylko pięć ziarenek.
Dodam, że rzodkiewkę już zjedliśmy, a szczypiorek mąż je bez przerwy.
Po kliknięciu na zdjęcie można zobaczyć je w całej okazałości.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywnik. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 lipca 2020
czwartek, 21 czerwca 2018
Zaczęło się lato, zakwitły hortensje
Właściwie lato jest już od miesiąca, a może nawet dłużej. Najgorsza jest susza, bo zbiory będą mniejsze, a żywność droższa.
W pierwszym dniu lata prognostycy zapowiadają wichury, burze, opady gradu, a nawet trąby powietrzne. Deszcz się przyda, bo wszystkie trawniki w mieście są żółte, a krzewy i drzewa ledwo żyją. Inaczej jest na naszej mokrej działce, gdzie wszystko jest zielone.
Zakwitły różowe i białe hortensje i tak wczoraj wyglądały:
Jak widać, wszystko jest zielone, a hortensje wysokie. Przed chwilą mąż pojechał na działkę, aby je zabezpieczyć przed złamaniem w czasie burzy.
Mąż regularnie kosi nasze łączki i dróżkę przed działką.
Pod płotem zaczął kwitnąć liliowiec, który rośnie tu chyba dwa- trzy lata.
Cieszę, że ma tak dużo pąków, które po kolei zaczną się rozwijać.
Warzywa mają się dobrze i nie są niepokoje przez dziki. Jedną turę rzodkiewek już zjedliśmy, teraz rosną następne. Gdzie tylko można, mąż flancuje sałatę, którą chyba będziemy rozdawać, bo sami nie zdołamy zjeść.
Chyba niedługo będziemy mieć własną fasolkę szparagową, którą uwielbiamy.
Cały czas monitorujemy nasze dziwaczki, których nasiona dostałam od Eli. Cieszę się, że tak sponiewierany przez dziki, pięknie rośnie.
Teraz ze strachem czekam na zapowiadaną burzę.
W pierwszym dniu lata prognostycy zapowiadają wichury, burze, opady gradu, a nawet trąby powietrzne. Deszcz się przyda, bo wszystkie trawniki w mieście są żółte, a krzewy i drzewa ledwo żyją. Inaczej jest na naszej mokrej działce, gdzie wszystko jest zielone.
Zakwitły różowe i białe hortensje i tak wczoraj wyglądały:
Jak widać, wszystko jest zielone, a hortensje wysokie. Przed chwilą mąż pojechał na działkę, aby je zabezpieczyć przed złamaniem w czasie burzy.
Mąż regularnie kosi nasze łączki i dróżkę przed działką.
Pod płotem zaczął kwitnąć liliowiec, który rośnie tu chyba dwa- trzy lata.
Cieszę, że ma tak dużo pąków, które po kolei zaczną się rozwijać.
Warzywa mają się dobrze i nie są niepokoje przez dziki. Jedną turę rzodkiewek już zjedliśmy, teraz rosną następne. Gdzie tylko można, mąż flancuje sałatę, którą chyba będziemy rozdawać, bo sami nie zdołamy zjeść.
Chyba niedługo będziemy mieć własną fasolkę szparagową, którą uwielbiamy.
Cały czas monitorujemy nasze dziwaczki, których nasiona dostałam od Eli. Cieszę się, że tak sponiewierany przez dziki, pięknie rośnie.
Teraz ze strachem czekam na zapowiadaną burzę.
środa, 13 czerwca 2018
Kwiaty i warzywa
Na szczęście dziki już nie pojawiły się na działkach, może dlatego, że dziury w ogrodzeniu są już załatane. Jednak dalej grasują po mieście i mieszkańcy niektórych osiedli boją się wieczorem wyprowadzać psy, bo nie wiadomo, czy z krzaków nie wyskoczy jakaś dzika rodzinka.
Jednak nie o tym chciałam pisać. Najpierw zacznę pokazywać nowe kwiaty i na pierwszy ogień pójdą róże.
Nawet nie wiem, jakim przymiotnikiem można by określić ich kolor.
Wczorajsza wizyta na działce zaowocowała zdjęciami niesamowitych ostróżek, które w tym roku mają na łodyżce niezwykłą obfitość kwiatów.
Od ponad dwudziestu lat ostróżki rosną w tym samym miejscu, czyli przy płocie i dlatego mają naturalną podporę. Wokół nich krążyło kilka tłustych trzmieli, a jeden z nich dał się sfotografować.
Poniżej ostróżek rosną hosty (funkie) i na pewno niedługo pojawią się na nich piękne białe kwiaty.
Jednak największą ozdobą host nie są kwiaty, lecz liście. Nasze akurat są nieduże, okrągławe, okolone białymi obwódkami.
Dla zmiany koloru pokażę teraz czosnek ozdobny, który kwitnie na żółto i też zdobi naszą działkę już od ponad dwudziestu lat.
Nasz clematis, pod którym, na szczęście, nie ryły dziki, pięknie kwitnie i w pełni zasługuje na swą nazwę Błękitny Anioł.
Mąż stara się, jak tylko może, aby w każdym miejscu działki było czysto, bo zielsko na naszej wilgotnej ziemi rośnie jak szalone.
Proszę sobie wyobrazić, jak ciężko jest wyrywać zielsko spod złotego deszczu i malin, które jeszcze nie owocują. Na dodatek za nimi jest płot działki sąsiadów, więc trudno jest się dostać z drugiej strony.
Teraz przejdę do warzywnika, tak "zaoranego" przez dziki. W miejsce ziemniaków mąż posiał ogórki, które już dość gęsto wzeszły. W ich sąsiedztwie rośnie fasolka oraz sałata. Obok dość dobrze wzeszły kabaczki- ulubione warzywo naszego syna. Myślę, że również pokuszę się o usmażenie smacznych placuszków.
Tam, gdzie widać czarną ziemię między ogórkami, mąż ujrzał kopiącego pod ziemią kreta, więc pobiegł po łopatę i też zaczął kopać, ale niczego się nie dokopał, bo sprytne stworzonko dawno już uciekło.
Uwielbiamy fasolkę szparagową, więc gdy jedna wzeszła, mąż posadził następną. Jednak to wszystko będzie za mało na nasze apetyty i trzeba będzie kupować. Dodam, że już od tygodnia jemy własną rzodkiewkę.
Na zakończenie jeszcze moje ukochane irysiki, których kwiaty na drugi dzień przekwitają.
Niedługo zakwitną hortensje, na razie wyglądają tak:
Dodam, że przez ostatni miesiąc tylko raz padał niewielki deszcz, choć wiele prognoz pogody obiecywało nam co najmniej dziesięć razy burze.
Jednak nie o tym chciałam pisać. Najpierw zacznę pokazywać nowe kwiaty i na pierwszy ogień pójdą róże.
Nawet nie wiem, jakim przymiotnikiem można by określić ich kolor.
Wczorajsza wizyta na działce zaowocowała zdjęciami niesamowitych ostróżek, które w tym roku mają na łodyżce niezwykłą obfitość kwiatów.
Od ponad dwudziestu lat ostróżki rosną w tym samym miejscu, czyli przy płocie i dlatego mają naturalną podporę. Wokół nich krążyło kilka tłustych trzmieli, a jeden z nich dał się sfotografować.
Poniżej ostróżek rosną hosty (funkie) i na pewno niedługo pojawią się na nich piękne białe kwiaty.
Jednak największą ozdobą host nie są kwiaty, lecz liście. Nasze akurat są nieduże, okrągławe, okolone białymi obwódkami.
Dla zmiany koloru pokażę teraz czosnek ozdobny, który kwitnie na żółto i też zdobi naszą działkę już od ponad dwudziestu lat.
Nasz clematis, pod którym, na szczęście, nie ryły dziki, pięknie kwitnie i w pełni zasługuje na swą nazwę Błękitny Anioł.
Mąż stara się, jak tylko może, aby w każdym miejscu działki było czysto, bo zielsko na naszej wilgotnej ziemi rośnie jak szalone.
Proszę sobie wyobrazić, jak ciężko jest wyrywać zielsko spod złotego deszczu i malin, które jeszcze nie owocują. Na dodatek za nimi jest płot działki sąsiadów, więc trudno jest się dostać z drugiej strony.
Teraz przejdę do warzywnika, tak "zaoranego" przez dziki. W miejsce ziemniaków mąż posiał ogórki, które już dość gęsto wzeszły. W ich sąsiedztwie rośnie fasolka oraz sałata. Obok dość dobrze wzeszły kabaczki- ulubione warzywo naszego syna. Myślę, że również pokuszę się o usmażenie smacznych placuszków.
Tam, gdzie widać czarną ziemię między ogórkami, mąż ujrzał kopiącego pod ziemią kreta, więc pobiegł po łopatę i też zaczął kopać, ale niczego się nie dokopał, bo sprytne stworzonko dawno już uciekło.
Uwielbiamy fasolkę szparagową, więc gdy jedna wzeszła, mąż posadził następną. Jednak to wszystko będzie za mało na nasze apetyty i trzeba będzie kupować. Dodam, że już od tygodnia jemy własną rzodkiewkę.
Na zakończenie jeszcze moje ukochane irysiki, których kwiaty na drugi dzień przekwitają.
Niedługo zakwitną hortensje, na razie wyglądają tak:
Dodam, że przez ostatni miesiąc tylko raz padał niewielki deszcz, choć wiele prognoz pogody obiecywało nam co najmniej dziesięć razy burze.
środa, 28 czerwca 2017
Lato parne, upalne, deszczowe i zielone
Może to dziwne, ale nie cieszę się z lata, bo jestem meteoropatką i taka pogoda mnie dobija. Poza tym skończyły się wszystkie wiosenne kwiaty, a letnie jeszcze nie zakwitły. Trawa rośnie jak szalona i trzeba ją bez przerwy kosić. Zielsko wyrasta wszędzie tam, gdzie tylko może. Niestety, takie są uroki działki za miastem.
Najbardziej cieszy moje oczy clematis, który co roku ma mnóstwo błękitnych kwiatów.
Tradycyjnie zakwitła róża wysokopienna, która już nie jest tak atrakcyjna jak wiele lat temu, ale nie daje się upływowi czasu.
Niedaleko niej zakwitła zwykła czerwona róża, zaś różowe będą chyba później.
Zawsze cieszę się, gdy na działce pojawia się niebieski kolor ostróżki.
Za to wcale nie cieszą mnie skalniaki kwitnące na żółto, bo jest ich tak dużo, że potem bez przerwy trzeba obrywać przekwitłe kwiatki. Mamy je już tyle lat, a ja do tej pory nie znam ich nazwy.
Jaśmin (jaśminowiec), który tak pięknie pachniał, niestety, już przekwitł.
Mąż zagospodarował miejsce po ziemniakach, które nie wzeszły, według mnie z powodu mrozu, a według męża z powodu obficie padającego deszczu. Zgodnie z prośbą syna posadził kabaczki (lub cukinie) oraz patisony.
Kabaczki (lub cukinie) najpierw wyglądały tak, jak na zdjęciu powyżej, teraz wyglądają już tak, jak na zdjęciach poniżej.
Proszę mi wybaczyć, ale naprawdę nie odróżniam cukinii od kabaczka, zresztą nie jadam ani jednego, ani drugiego.
Cieszy mnie za to fasolka szparagowa, którą jemy przez całe lato. Oczywiście ta, która rośnie na działce, nie wystarcza, ale zawsze kupujemy, poza tym dosadzamy.
Oczywiście pamiętamy o kotach, które zawsze są głodne.
I na zakończenie teren, na którym kiedyś było oczko wodne. Teraz wokół kwitnie tatarak, niedający się usunąć.
Najbardziej cieszy moje oczy clematis, który co roku ma mnóstwo błękitnych kwiatów.
Tradycyjnie zakwitła róża wysokopienna, która już nie jest tak atrakcyjna jak wiele lat temu, ale nie daje się upływowi czasu.
Niedaleko niej zakwitła zwykła czerwona róża, zaś różowe będą chyba później.
Zawsze cieszę się, gdy na działce pojawia się niebieski kolor ostróżki.
Za to wcale nie cieszą mnie skalniaki kwitnące na żółto, bo jest ich tak dużo, że potem bez przerwy trzeba obrywać przekwitłe kwiatki. Mamy je już tyle lat, a ja do tej pory nie znam ich nazwy.
Jaśmin (jaśminowiec), który tak pięknie pachniał, niestety, już przekwitł.
Mąż zagospodarował miejsce po ziemniakach, które nie wzeszły, według mnie z powodu mrozu, a według męża z powodu obficie padającego deszczu. Zgodnie z prośbą syna posadził kabaczki (lub cukinie) oraz patisony.
Kabaczki (lub cukinie) najpierw wyglądały tak, jak na zdjęciu powyżej, teraz wyglądają już tak, jak na zdjęciach poniżej.
Proszę mi wybaczyć, ale naprawdę nie odróżniam cukinii od kabaczka, zresztą nie jadam ani jednego, ani drugiego.
Cieszy mnie za to fasolka szparagowa, którą jemy przez całe lato. Oczywiście ta, która rośnie na działce, nie wystarcza, ale zawsze kupujemy, poza tym dosadzamy.
Oczywiście pamiętamy o kotach, które zawsze są głodne.
I na zakończenie teren, na którym kiedyś było oczko wodne. Teraz wokół kwitnie tatarak, niedający się usunąć.
piątek, 27 maja 2016
Zaczynają kwitnąć piwonie
W tym roku nasze piwonie nas zaskoczyły, bo najpierw zakwitły jasnobordowe, które nigdy tak wcześnie nie miały kwiatów. Zawsze wyprzedzały je piwonie różowe.
A tak na razie wyglądają piwonie różowe, po prostu mają pąki, które na pewno na dniach powinny się rozwinąć.
W oddali widać irysy syberyjskie, które rosną w tym miejscu od początku istnienia naszej działki.
Jedyną wadą tych irysów jest to, że ich kwiaty zbyt szybko więdną. Na szczęście kwiatów jest bardzo dużo i jeszcze przez dłuższy czas będą cieszyć nasze oczy.
Te irysy będą kwitły o wiele dłużej. Na rozwinięcie czekają jeszcze irysy kłączaste, które też mamy od samego początku działki.
Działkę opanował istny gąszcz roślin. Gdybym nie wiedziała, co gdzie jest posadzone lub posiane, to chyba bym się w tym gąszczu zagubiła.
Proszę zwrócić uwagę na ten ogromniasty iglak. Wiele lat temu mąż przywiózł go w niewielkiej doniczce od swego brata z Torunia. Brat już od dawna nie żyje, a prezent od niego jest już dwukrotnie wyższy od altany.
Na warzywniku też jest gęsto. To rzodkiewka, którą będziemy jeść za kilka dni. Od czasu gdy zatrułam się rzodkiewką kupioną w sklepie, jem tylko własną.
A to ziemniaki, na które jeszcze trzeba będzie poczekać. Między redliny mąż wsypał skoszoną trawę, aby mieć mniej roboty z pieleniem. W dali widać jeszcze sałatę i fasolkę szparagową.
Nie ma wielkiego pożytku z tak małego warzywnika, ale co to by była za działka, gdyby nie było warzyw.
A tak na razie wyglądają piwonie różowe, po prostu mają pąki, które na pewno na dniach powinny się rozwinąć.
W oddali widać irysy syberyjskie, które rosną w tym miejscu od początku istnienia naszej działki.
Jedyną wadą tych irysów jest to, że ich kwiaty zbyt szybko więdną. Na szczęście kwiatów jest bardzo dużo i jeszcze przez dłuższy czas będą cieszyć nasze oczy.
Te irysy będą kwitły o wiele dłużej. Na rozwinięcie czekają jeszcze irysy kłączaste, które też mamy od samego początku działki.
Działkę opanował istny gąszcz roślin. Gdybym nie wiedziała, co gdzie jest posadzone lub posiane, to chyba bym się w tym gąszczu zagubiła.
Proszę zwrócić uwagę na ten ogromniasty iglak. Wiele lat temu mąż przywiózł go w niewielkiej doniczce od swego brata z Torunia. Brat już od dawna nie żyje, a prezent od niego jest już dwukrotnie wyższy od altany.
Na warzywniku też jest gęsto. To rzodkiewka, którą będziemy jeść za kilka dni. Od czasu gdy zatrułam się rzodkiewką kupioną w sklepie, jem tylko własną.
A to ziemniaki, na które jeszcze trzeba będzie poczekać. Między redliny mąż wsypał skoszoną trawę, aby mieć mniej roboty z pieleniem. W dali widać jeszcze sałatę i fasolkę szparagową.
Nie ma wielkiego pożytku z tak małego warzywnika, ale co to by była za działka, gdyby nie było warzyw.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












































