piątek, 12 grudnia 2014

Obrazy w naszym mieszkaniu

   Jedni lubią muzykę, ja kocham malarstwo. Z każdym obrazem, który wisi na ścianie naszego mieszkania, wiąże się jakaś historia. Nie wyobrażam sobie pustych ścian, jednak trzeba naprawdę kochać malarstwo, aby wybrać takie obrazy, które oddają wnętrze naszej duszy.
   Kwiaty to nasza pasja, a więc w mieszkaniu nie może zabraknąć stosownych obrazów. Niestety, zdjęcia, które zrobiliśmy dzisiaj, są bardzo blade, nie udało się zrobić ich na wprost, bo odbijało się światło bądź lampa błyskowa. Na dodatek kolor ścian w mieszkaniu jest inny niż na zdjęciach. Trudno, zamiast kwiatów żywych będzie "martwa natura".
   Zacznę od kuchni, w której jest jedno okno, ale dzięki obrazowi na desce, mamy dwa. Obraz jest bardzo realistyczny, wszystkie pęknięcia ram okiennych i zabrudzenia doniczki z tulipanami są widoczne. Niestety, podpisu malarza nie mogę odszyfrować.


   Obok tego obrazu wisi kolejny w zielonych ramkach, którego autorem jest Albert Williams.Podejrzewam, że jest to tylko szkic malarza, bo Williams malował zupełnie inaczej.


   Teraz czas na przedpokój, w którym wisi pięć obrazów, ale tylko jeden przedstawia wazon z kwiatami. Obraz jest naprzeciwko szafy z lustrem, więc bardzo trudno było sfotografować dzieło P. Sorela.


   W średnim pokoju nad wersalką wiszą trzy obrazy. Jeden z nich jest oprawiony w ciekawe ramki, które zachęciły mnie do kupna. Malarzem jest nieznany mi N. Gero, którego obrazy można znaleźć w internecie.


   Obok kwiatów wisi obraz Pierre- Auguste Renoira "Dwie siostry". Wprawdzie jest tam niewiele kwiatów, bo tylko na kapeluszach dziewcząt, ale dołączę go do kolekcji.


   Wreszcie duży pokój, w którym nad wersalką wisi obraz w pięknej złotej ramie. Wiele lat temu wstąpiłam do zakładu wyrabiającego ramy i zachwyciłam się złoconą ramą, która w tamtych latach kosztowała 300 (a może nawet 300 000) złotych. Jako że nie narzekałam na nadmiar pieniędzy, kupno odłożyłam na inną okazję. I taka się przydarzyła, bo na Dzień Nauczyciela dostałam nagrodę, którą w całości przeznaczyłam na złoconą ramę. Długo nie było w niej obrazu, wreszcie kupiliśmy kartonową reprodukcję bukietu wspomnianego już Alberta Williamsa. Reprodukcja była zabezpieczona folią, której nie zdjęliśmy i dlatego na zdjęciu widać zmarszczenia tejże folii.


  Po jakimś czasie do małego pokoju dokupiliśmy piękne lustro w identycznej ramie, tylko dużo większe.
   I wreszcie reprodukcja obrazu Claude Moneta, dobrze znana moim blogowym przyjaciołom, bo wisi nad monitorem, z którym mam zdjęcie, będące cały czas na blogu.


   Obraz ten jest pamiątką po mojej ostatniej klasie. Na ostatnim zebraniu rodziców, gdy pytano mnie, co chciałabym dostać od wdzięcznych wychowanków i ich rodziców, po wielominutowych oporach wystękałam wreszcie, że jakiś obraz. Gdy poproszono o skonkretyzowanie, oznajmiłam, że jakiegoś impresjonistę, bo uwielbiam ten nurt w malarstwie. Po jakimś czasie dowiedziałam się od mojej pierwszej wychowanki, której córka była moją ostatnią wychowanką, że obraz sprowadzono aż z Poznania, gdzie był robiony na zamówienie, bo w naszym mieście nie znaleziono niczego godnego.
   Wiem, że Monet miał piękny ogród w Giverny, a w nim wydzielony ogród japoński, na co wskazywałby ten półkolisty mostek. Ogród istnieje do tej pory i państwo pilnuje, aby był zadbany.

   To tyle moich obrazów z kwiatami. Możliwe, że jeszcze kiedyś zaprezentuję inne obrazy wiszące w naszym mieszkaniu i wyciągnę te, które kiedyś wisiały, a teraz są schowane w szafach.

piątek, 21 listopada 2014

Kwiaty na parapetach

   Wiem, że długo mnie tu nie było, ale po prostu dlatego, że mój blog jest blogiem tematycznym i przeważnie traktuje o kwiatach, a skoro na działce są pustki, to nie mam o czym pisać i czego pokazywać. Muszę spokojnie poczekać do wiosny, gdy przyroda obudzi się do życia i pojawią się pierwsze kwiaty.
   Nie przepadam za kwiatami na parapetach; to domena mojego męża, który zastawił wszystkie okna i dba o swoje kwiaty. Kiedyś, gdy jeszcze nie mieliśmy działki, podobało mi się ukwiecone mieszkanie, teraz już nie. Kiedyś pisałam, że mąż lubi eksperymenty z nasionkami i każde wsadza do doniczki, w ten sposób mamy w kilku doniczkach awokado. Było ich więcej, ale dwa powędrowały do rodziny i znajomych.


   To awokado stoi stoi w tzw. małym pokoiku. Zdjęcie zrobione jest już dawno, bo za awokado stoi doniczka z białym, kwitnącym storczykiem, który już dawno przekwitł.

   Te dwie doniczki awokado zdobią parapet w średnim pokoju, między nimi rosną cytryny, a na końcu pelargonia.

      A tak wygląda okno po zasunięciu firanki. Wyraźnie widać, że te wielkie awokado przeszkadzają, ale cóż zrobić, skoro mąż ma takie fanaberie.



  Orchidea z małego pokoiku- oczko w głowie mojego męża. Nie mogę powiedzieć, że kwiaty w mieszkaniu mi się nie podobają, bo byłaby to nieprawda; po prostu przeszkadzają.


   W kuchni na parapecie stoją trzy doniczki z hibiskusem, a obok, prawie niewidoczne korytko z dwiema pelargoniami. Za oknem widać deszczową noc. Firaneczka jest cały czas odsunięta, aby roślinki miały światło, bo akurat kuchnia jest od północy.
   Mamy też balkon, ale jako że mieszkamy przy ulicy, po której bez przerwy jeżdżą samochody, to ze względu na nadmiar spalin żadna roślinka się nie uchowa.
   Muszę przejrzeć zdjęcia z działki i zobaczyć, których kwiatków jeszcze nie zamieszczałam. Mam nadzieję, że nie będę fotografować kopnego śniegu na działce, jaki był dwie zimy temu.

piątek, 24 października 2014

To chyba już ostatni motyl

   Gdy latem polowaliśmy z mężem na motyle, tylko dwa razy rusałka pawik pozwolił się sfotografować, a teraz, o dziwo, w czasie, gdy już trudno spotkać motyla, w obiektywie pojawia się rusałka admirał i to na dodatek na jesiennych chryzantemkach. Ten ostatni motyl siedział spokojnie i delektował się nektarem ostatnich kwiatów.


Wydaje się, jakby motylek spowodował przechylenie się chryzantem, a tymczasem są one nasiąknięte wodą, bo u nas co noc pada.


A tu śliczny admirał pokazał się w pełnej krasie.


Tu prezentuje się jeszcze piękniej. Nie znam się na motylach i nie wiem, jak długo żyją, ale wyczytałam, że te, które w Polsce cieszą nasze oczy, żyją najwyżej kilka dni. Jakie to smutne, że taka piękność musi odejść tak szybko. Dobrze, że na zdjęciach możemy cieszyć nim oczy. 
ŻEGNAJ, MOTYLKU, NIECH TWOJA RODZINA ODWIEDZI NASZĄ DZIAŁKĘ NASTĘPNEGO LATA.

sobota, 18 października 2014

Okruszki lata i szpacze piórka

    Udało mi się znaleźć okruchy lata i to całkiem kolorowe, wprawdzie nie  ma tego dużo, ale jak na tę porę roku  musi wystarczyć.


Może akurat chryzantemy pod płotem mają niewiele wspólnego z latem, ale przynajmniej są kolorowe.


Jeszcze rozwinęła pąki biała hortensja, jej różowe siostry już zdążyły uschnąć.



To słoneczko w białej otoczce zakwitło obok nagietków i zastanawiam się, czy to nagietkowa rodzina.

Po płocie sąsiadów pięła się jeszcze dwubarwna nasturcja z listkami przypominającymi radary.


A to jedna z ostatnich róż u drugiego sąsiada. Moje róże już straciły chęć do kwitnienia.


Kotuś z sympatyczną minką zmrużył oczka i udaje niewiniątko, a tymczasem...


Gdy dobrze się przyjrzeć, co leży za kotkiem na ścieżce, to dostrzeżemy piórka złapanego i skonsumowanego szpaka. Zebrałam kilka piórek i dzięki blogowi znajomej wiem, że to na pewno jakiś gapowaty szpak padł ofiarą słodkiego kotka.


Gdy dowody rzeczowe położyłam na kamieniu, kotek od razu je obwąchał i udawał, że to nie jego sprawka.