niedziela, 17 lipca 2016

Nareszcie odnalazłam naszą zgubę- różową lilię

   Na naszej działce większość kwiatów sadzi i sieje mój mąż, bo częściej na niej bywa. Chyba dwa lata temu kupiliśmy cebulkę pięknej i drogiej lilii w różowym kolorze. Oczywiście mąż ją posadził, ale nie pamiętał, gdzie, choć zawsze mówię mu, aby wtykał w ziemię opakowanie. Gdy sobie o niej przypomniałam, nie mogłam jej odnaleźć w gąszczu kwiatów. W ubiegłym roku też jej nie widziałam, dopiero w tym roku coś mnie tchnęło i odgarnęłam łodygi rudbekii. Tam właśnie rosła i kwitła nasza zguba.



Najprawdopodobniej po przekwitnięciu przesadzę ją w inne miejsce, bo wiosną nigdy nie wiadomo, co w którym miejscu jest posadzone. 

   Cieszę się, że liliowiec dalej kwitnie.  Wyczytałam, że to mało wymagająca roślina, która nie dość że rośnie w każdej ziemi, to jeszcze bardzo długo kwitnie.


 Przynajmniej do jesieni pszczółki będą miały się czym pożywiać.

   Cieszę się, że  zaczęły kwitnąć cynie, których nie miałam w ubiegłym roku, choć mąż się zarzekał, że na pewno je posiał. I jak tu wierzyć mężowi?



   Moje oczy cieszą białe margerytki, które, jak już kiedyś pisałam, od wieków rosną pod płotem.


    Jak widać, lato obfituje w różowe kolory, więc aby dalej było różowo, to proszę zobaczyć butlę z winem z tegorocznej czerwonej porzeczki.


To był stan przed dodaniem drożdży winnych, teraz większość owoców podniosła się do góry i w kuchni rozlega się głośne bulgotanie. Ciekawa jestem, co mąż zrobi, gdy dojrzeje aronia. Chyba tylko nalewkę.

czwartek, 14 lipca 2016

Za oknem szaro, deszczowo i zimno, a u mnie motylki

   Chyba każdy Polak niechętnie patrzy dziś przez okno, a najbardziej pogoda dokucza ludziom, którzy zjechali się na Woodstock. Jednak młodzi dadzą sobie radę. Też bywałam na deszczowych obozach harcerskich i nikt się nie nudził, wystarczyło dobrze zorganizować sobie czas, mieć pelerynę i kalosze.
   W poprzednim poście pisałam, że na liatrze nie ma motylków, a tu proszę, po dwóch dniach się zjawiły. Na początku każdej wiosny widzę cytrynki, które jak szalone latają nad moją działką i nawet na moment nie przysiądą a jeśli już, to na gołej ziemi ze stulonymi skrzydełkami i nie można ich zobaczyć w obiektywie.
   Liatra wystarczająco się rozwinęła, aby przywabić motyle i to nie tylko cytrynki, ale też rusałki, choć te są słabo  widoczne i bardzo czujne. Nie można zbyt blisko do nich podejść.



Pierwszy raz widzę motylka na ślazówce.



Szkoda, że tylko cytrynek w oddali rozłożył skrzydełka, a ten bliżej nie chciał tego zrobić.


Na hortensji nigdy nie siadają żadne owady, ale tą białą muszę się pochwalić, bo wygląda rewelacyjnie jak zaspa śniegu.



Na każdy kwiat przychodzi jego kolej, teraz przyszła na rozwar. Niedługo bąbelki zaczną po kolei pękać  i będą otwierać się kwiaty.


Na koniec, aby nie być gołosłowną, pokażę rusałkę, ale nie wiem czy to  rusałka admirał, czy rusałka pawik.

sobota, 9 lipca 2016

Nasz liliowiec i inne kwiaty

   Jesienią ubiegłego roku mąż posadził pod płotem roślinę, o której nic nie wiedział, co jest u niego normalne. Zobaczyłam ją dopiero na wiosnę i spytałam, co to za kwiat. Usłyszałam, że ten, kto go nam dał, powiedział, że bardzo ładny. Cierpliwie czekałam. Najpierw pokazały się niewielkie  pączki kwiatów.


Wtedy zaczęło mi świtać w głowie, że to liliowiec, bo kiedyś mieliśmy już ten kwiat, lecz mąż niechcący go wykopał. Jednak tyle jest gatunków kwiatów, że wolałam poczekać.
   Za kilka dni zostaliśmy uraczeni takim widokiem:



 I pomyśleć, że z tak drobniutkich pączków mogą rozwinąć się takie przepiękne kwiaty!

   Zakwitła jeszcze podobna w kolorze róża


i rudbekia, której kwiaty łatwo pomylić z nagietkiem.


   Czy na działce wszystko jest w żółtym kolorze? Ależ nie, bo zaczyna kwitnąć różowa ślazówka, niedługo będzie też biała. Ta akurat jest na tle dojrzewającej fasolki szparagowej.






   Przy furtce prowadzącej do naszej działki kwitną bardzo stare margerytki i już nawet nie pamiętam, skąd się tam wzięły.


    Gdy ostatnio byłam na działce, polowałam na motyle, ale tylko jeden usiadł na moment na liatrze. Jednak gdy się zbliżyłam, aby go uwiecznić, natychmiast odleciał. I tyle po motylku. Zostały puste kwiaty, które niedługo się rozwiną i zaczną wabić piękne motyle, jak to było minionego roku. Właśnie drugie zdjęcie pokazuje ubiegłoroczną rusałkę pawika.




W tle widać, że łąka już czwarty raz została skoszona.

   Aby ożywić ten post, umieszczę zdjęcie dojrzewającej czerwonej porzeczki i  prawie rozwiniętego wiciokrzewu, który ma chyba dwadzieścia lat.



   Jak widać, lato w pełni, jednak szkoda mi kwiatów, które kwitły wiosną, a po których nie pozostał żaden ślad.
 

sobota, 2 lipca 2016

Trzy ptasie dzióbki...

   Niespełna tydzień temu mąż zrobił zdjęcia malutkim ptaszkom w gniazdku pod dachem parterowego domku jednorodzinnego. Gdy tylko się dowiedział, że na jednej z belek jakieś ptaszki uwiły sobie gniazdko, wdrapał się po drabinie, zobaczył trzy śpiące maluszki, ale gdy tylko dotknął gniazdka, ptaszki po kolei zaczęły otwierać dzióbki, bo chyba myślały, że któreś z rodziców przyniosło jakąś muszkę lub robaczka.


Nie wiadomo, jakie to ptaszki są rodzicami tych dzióbków otwartych na całą szerokość, ale może się kiedyś dowiemy.

   Na działce dalej jest kolorowo; pod płotem zakwitły funkie, które są śnieżnobiałe i wyglądają bardzo delikatnie. Kiedyś Ryszard z Poznania przysłał mi zdjęcia różnych gatunków funkii, ale nie umieściłam ich na blogu, bo nie kwitły.



 Nasze funkie są już obsypane dokoła niebieskim granulatem przeciwko ślimakom, bo te żarłoczne paskudy uwielbiają je obgryzać. Kiedyś mieliśmy funkię kwitnącą na fioletowo, ale się nie uchowała, bo została całkowicie zjedzona.

   Zawsze chciałam mieć na działce hortensje i dzięki pani Toli mam dwa gatunki: jeden kwitnie na biało, drugi na różowo.  Rozsadziliśmy je w różnych miejscach działki i dzięki temu przez cały lipiec będziemy się nimi cieszyć.



  
Jeden z sąsiadów obiecał dać mi  niebieską hortensję, ale długo nie było go na działce, więc musiałam obejść się smakiem. Na jesieni sąsiad stwierdził, że sama powinnam wejść na jego działkę i sobie wykopać, ale nigdy mi się nie zdarzyło, abym bez wiedzy właściciela chodziła po czyjeś działce.

   Róże wysokopienne trzeba było pościnać, bo już częściowo przekwitły, choć mają one zwyczaj kwitnąć jeszcze raz, jednak już nie tak obficie. Za to kwitną róże będące singlami, jak np. ta cudowna czerwona królowa kwiatów. 


   Na koniec kocica matka ze swym wyrośniętym synem, który przy matce jest bardziej odważny i potrafi patrzeć prosto w obiektyw.






Ciekawa jestem, o czym te futrzaki rozmawiają w swoim języku.