niedziela, 13 sierpnia 2017

Lilie azjatyckie

   Nie znam się na liliach, więc musiałam na fachowych stronach znaleźć, czy to, co teraz kwitnie na naszej działce, to naprawdę lilie azjatyckie. Okazało się, że jest taka mnogość odmian, że naprawdę trzeba być fachowcem, aby je rozróżnić. Wyczytałam, że są mieszańce azjatyckie, mieszańce orientalne, mieszańce trąbkowe i mieszańce longiflorum. Kto wie, jakie jeszcze mieszańce wymyślą zapaleni wielbiciele lilii.

A oto nasze lilie, różowe, nakrapiane, o wywiniętych płatkach i niesamowicie pachnące: 






   Po raz któryś będę narzekać na pogodę, która nas nie rozpieszcza. Rzadko zdarza się dzień bez opadów i burz, a to wszystko nie sprzyja roślinom na działce. Na warzywniku woda stoi nie tylko na dróżkach, ale też na grządkach, a przecież warzywa nie lubią mieć bez przerwy zamoczonych korzeni.
   Podejrzewam, że jesienią nie będzie żadnych kwiatów, którymi mogłabym się pochwalić. 
    Prawie przez całe lato w kółeczku na trawniku stała woda i wszystkie kwiaty zmarniały, a przecież w inne lata były takie piękne.


   No cóż, nie zawsze jest tak, jak byśmy chcieli. Na koniec słonecznik, który będzie rósł dopóty, dopóki ptaszki nie wydłubią jego ziarenek.


   Oby druga połowa sierpnia i prawie cały wrzesień nie sprawiały nam kłopotów.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Koty małe i duże

   Okazuje się, że na działce mamy trzy małe koty, w tym oczywiście mojego słodkiego Gacusia. W tej chwili jest najodważniejszym maluszkiem i pozwala zbliżyć się do siebie na metr.
   Pogoda nas nie rozpieszcza, często mamy ulewę lub burzę, więc działka jest zalana wodą i mąż musi jeździć na nią codziennie, aby wybrać wodę z oczka, która się w nim nie mieści. Dziś też już zdążyliśmy przeżyć burzę od godziny 9 do 9,30. W tej chwili mamy słoneczko, ale jest niesamowicie parno.


Koty nie lubią moczyć łapek w wodzie, więc mama Gacusia  wskoczyła na kamień, a jej synek (a może córeczka) medytuje, czy pójść w ślady rodzicielki. Za kamieniem widać przepełnione oczko i wylewającą się na trawnik wodę.


Biało-szara kocica ulokowała się na beczce, zaś inne koty próbują chodzić po płytkach, bo trawa jest zbyt mokra.


Mój Gacuś schował się pod daszkiem wiatraka, ale zaraz stamtąd czmychnął.


Po jednej z burz zobaczyliśmy z balkonu śliczną tęczę na wschodzie, która potem się podwoiła, jednak ta druga była dużo jaśniejsza.


Wtedy pomyślałam, że ta tęcza jest zwiastunem końca opadów i faktycznie tak się stało, choć tylko na krótko. Na drugi dzień była już ładna pogoda i koty mogły osuszyć wilgotne futerka.


Widać, że Gacuś jest najbardziej łapczywy i ledwo daje sobie radę z dużymi kawałkami wątróbki.


Po obiedzie zaczął rozmyślać nad sensem kociego życia, najpierw siedząc na płytkach, a potem leżąc na nagrzanych kamieniach.



 Jednak cały czas czujnie nadstawiał uszka, chyba nie chciał, aby coś ciekawego go ominęło.

   Na działce podczas tych ulew i burz zakwitły lilie, choć nie tak pięknie jak w ubiegłym roku.


   Syn się cieszy, bo  ojciec dostarcza mu kabaczków na leczo, które bardzo lubi, a ja za nim nie przepadam, bo obrzydziłam sobie w Bułgarii.

To jest plon tylko z jednego dnia. Dalej nie odróżniam cukinii od kabaczków, jedynie wiem, jak wygląda patison, na który mąż mówi "kapiszon".

   Mam nadzieję, że w nocy lub przed wieczorem nie będzie kolejnej burzy i będzie można spokojnie spać, jednak na wszelki wypadek wyłączę komputer z prądu.

środa, 19 lipca 2017

Przyszło takie coś słodkiego, ciekawskiego, z dużymi uszkami

   Co jakiś czas na działce pojawiają się nowe kotki; nie wiem, jak tu trafiają- może ktoś je podrzuca. Ostatnio pojawiło się kociątko, które przybiegło za matką. Myśleliśmy, że nie da się go sfotografować,  ale widocznie matka po raz pierwszy wyprowadziła je na świat i maleństwo było bardzo ciekawe tego nieznanego mu świata. Otwierało szeroko oczka i nastawiało uszka.


Może kiedyś to kocio podejdzie bliżej i nie będzie się nas bało. 


Na takie śliczne i słodkie stworzenie nie można się gniewać i przeganiać , gdy drapie korę śliwy.  To jest chyba wrodzony instynkt, który każe ostrzyć lub tępić pazurki.


Matka- kocica zajęła się czyszczeniem futerka, a maleństwo dalej wpatrywało się w nas, czujnie nadstawiając uszka. Chyba nazwę je Gackiem, bo te uszka przypominają mi nietoperza.


 Za chwilę kociuś odejdzie z naszej działki za matką, ale chyba mu się nie bardzo to uśmiecha, bo smętnie patrzy w obiektyw.
   Niestety, na drugi dzień na działce pojawiła się sama matka, widocznie uznała, że  prezentacja jej potomka była wystarczająca.

Na zakończenie pokażę lilię, której ma się na kwitnienie; za kilka dni wszystkie zakwitną, a jest ich sporo.


Liliowiec codziennie zrzuca kwiaty, w miejsce których pojawiają się nowe.


   Na razie od kilku dni pogoda się uspokoiła, skończył się deszcz i wiatr. Jest cieplutko i to aż za bardzo.

 

czwartek, 13 lipca 2017

Letnie kwiaty na działce

   Żałuję, że minęła wiosna i zaczęło się deszczowe i burzowe lato. Od czasu ostatniego mojego postu nie było dnia, aby nie padało, wiało lub grzmiało. Bywało, że zabierałam się za pisanie, ale po pierwszym grzmocie na poczerniałym niebie wyłączałam komputer z kontaktu. Wreszcie dziś deszcz, który padał całą noc, poszedł sobie na wschód i mogę trochę posiedzieć przy komputerze.
   Przez ten czas nazbierało mi się trochę zdjęć i teraz je zaprezentuję. Zacznę od liliowca, który rośnie pod płotem.


Zakwitła też różowa malwa, którą trzeba było podeprzeć, aby nie upadła.



Obok niej rośnie czerwona róża, ale ja pokażę jeszcze inną, która aż się prosi, aby ją powąchać.


Zaczyna kwitnąć śliczny rozwar. Niestety, biały i różowy znikł, ale ten niebieski  (fioletowy) wytrwale trwa już któryś z rzędu rok.


Zakwitł też wiciokrzew, który wiele lat temu własnoręcznie posadziłam.


Biała hortensja, która nie zmarzła, cieszy oczy dużymi gronami kwiatów.


Na poniższym zdjęciu widać, jak została opleciona sznurkiem, aby wiatr jej nie połamał, jak to zrobił z hortensją w ogródku syna.


Różowej hortensji na razie nie umieszczę na blogu, bo ma niewiele kwiatów, a jest to skutek zmarznięcia. Za to pochwalę się liatrą, która ma tyle lat, ile ma działka. Kochają siadać na niej motyle, ale dziś plądrowała ją tylko pszczółka, którą trudno dostrzec. Myślę, że motyle zagoszczą na niej później.




Na koniec jeszcze kotki, które bez przerwy jedzą.


Są miluchne i puchate, oby tylko dały się pogłaskać.

środa, 28 czerwca 2017

Lato parne, upalne, deszczowe i zielone

   Może to dziwne, ale nie cieszę się z lata, bo jestem meteoropatką i taka pogoda mnie dobija. Poza tym skończyły się wszystkie wiosenne kwiaty, a letnie jeszcze nie zakwitły. Trawa rośnie jak szalona i trzeba ją bez przerwy kosić. Zielsko wyrasta wszędzie tam, gdzie tylko może. Niestety, takie są uroki działki za miastem.
   Najbardziej cieszy moje oczy clematis, który co roku ma mnóstwo błękitnych kwiatów.


   Tradycyjnie zakwitła róża wysokopienna, która już nie jest tak atrakcyjna jak wiele lat temu, ale nie daje się upływowi czasu.


Niedaleko niej zakwitła zwykła czerwona róża, zaś różowe będą chyba później.


   Zawsze cieszę się, gdy na działce pojawia się niebieski kolor ostróżki.




Za to wcale nie cieszą mnie skalniaki kwitnące na żółto, bo jest ich tak dużo, że potem bez przerwy trzeba obrywać przekwitłe kwiatki. Mamy je już tyle lat, a ja do tej pory nie znam ich nazwy.


Jaśmin (jaśminowiec), który tak pięknie pachniał, niestety, już przekwitł.


  Mąż zagospodarował miejsce  po ziemniakach, które nie wzeszły, według mnie z powodu mrozu, a według męża z powodu obficie padającego deszczu. Zgodnie z prośbą syna posadził kabaczki (lub cukinie) oraz patisony.


Kabaczki (lub cukinie) najpierw wyglądały tak, jak na zdjęciu powyżej, teraz wyglądają już tak, jak na zdjęciach poniżej.



Proszę mi wybaczyć, ale naprawdę nie odróżniam cukinii od kabaczka, zresztą nie jadam ani jednego, ani drugiego.
   Cieszy mnie za to fasolka szparagowa, którą jemy przez całe lato. Oczywiście ta, która rośnie na działce, nie wystarcza, ale zawsze kupujemy, poza tym dosadzamy.


   Oczywiście pamiętamy o kotach, które zawsze są głodne.


    I na zakończenie teren, na którym kiedyś było oczko wodne. Teraz wokół kwitnie tatarak, niedający się usunąć.

 

sobota, 10 czerwca 2017

Majowo-czerwcowo

   Ostatnie dni były na zachodzie Polski deszczowe i burzowe, a na tym ucierpiała działka, bo zarosła zielskiem. Przedwczoraj i wczoraj  mąż chyba już po raz czwarty kosił wszystkie nasze łączki i alejkę przed działką.
   Długo nie pisałam, ale gromadziłam zdjęcia do kolejnego postu, dlatego zacznę od zdjęcia azalii, która, niestety, już przekwitła.


Przekwitły też białe narcyzy, zaś hortensja z trudem odrasta po mrozach.


 Kalina też już przekwitła, a była taka piękna!


 Rododendron sąsiadów z lewej strony też już kończy żywot. Tu jeszcze wygląda nieźle.


Za to rododendron mojej uczennicy Anulki chyba jeszcze kwitnie. Anulka razem z całą swoją rodziną przeprowadziła się z Antwerpii do uroczego domku  w pobliskim miasteczku i stała się właścicielką podwórka i okalającego go ogrodu.



Najstarszy syn mojej uczennicy odkrył w sobie pasję ogrodniczą i zaniedbany teren doprowadził do wspaniałego stanu, co najbardziej cieszy dwa koty, które nareszcie będą mogły wyszaleć się na trawie, bo do tej pory musiały siedzieć w mieszkaniu.


    Nasze różowe piwonie, z których byliśmy tacy dumni, zmarzły i chyba nie będziemy mieli z nich żadnej pociechy. Za to kwitną bordowe i białe, które mąż wczoraj przed deszczem zerwał do wazonu.
   Na tym zdjęciu widać, jaka zrobiła się gęstwina ma rabatce.


 A to moje ukochane różowe orliki, zaś poniżej irysy, które kwitną tylko jeden dzień. Dobrze, że mają dużo pąków i można dłużej cieszyć nimi oczy.


   Musi minąć trochę czasu, zanim przywrócimy działkę do jako- takiego wyglądu.
P.S. Wcale nie tryumfuję, ale miałam rację, że nie powinno się sadzić ziemniaków, gdy są majowe mrozy, bo po prostu zmarzły i nie wzeszły.