Zdjęcia, które dziś zaprezentuję, są zrobione w ostatnich dniach wiosny, ale nie miałam czasu ich umieścić, więc będą rozpoczynać lato.
Lilia, która niedawno była jeszcze w pąkach, teraz zaczęła rozwijać swe kwiaty. Tegoroczne różowe lilie jeszcze nie mają ochoty pokazać się światu.
Błękitny Anioł, bez przerwy atakowany przez mszyce, dzięki opryskom otwiera coraz więcej swych delikatnych kwiatów.
Hortensje też nie chcą być gorsze i pokazują, że już lato, a więc pora ich kwitnienia.
Jaśmin, a właściwie jaśminowiec ma się dobrze i kwitnie oraz pachnie "wniebogłosy".
Działka, jeszcze niedawno niemiłosiernie zarośnięta, odzyskała swój nieskazitelny wygląd, choć nie było to łatwe, bo codziennie padał deszczyk.
Wszystkie łączki już skoszone, zielsko wyrwane, na tarasie altanki pnie się milin, który chyba niedługo wejdzie na dach.
Jak widać na zdjęciu, niedawno popadał deszczyk, na szczęście nie był ulewny. Tatarak rośnie jak na drożdżach i nie ma siły, która by go usunęła z działki.
O dziwo, na niedawno posadzonym orzechu włoskim pojawiło się pięć orzechów. Tu są dwa, a na innej gałęzi trzy. Ciekawa jestem, jakie duże urośnie to drzewo, bo u niektórych sąsiadów zajmuje prawie połowę działki.
A to ukochany warzywnik mojego męża, jak widać, udała się sałata, którą codziennie dodajemy do obiadu i rozdajemy znajomym oraz rodzinie. Rzodkiewka też niczego sobie, ale wszystko przebijają ziemniaki, w których niedługo już będzie można się schować, bo są tak wysokie.
Chyba w poprzednim blogu pytałam, która roślina tak kwitnie i nikt nie znał odpowiedzi. Teraz sama odpowiem, że tak kwitną ziemniaki. Dodam, że są to tegoroczne kwiaty.
Kocham lato, ale nie cieszę się, że już nadeszło, bo przecież po nim nastąpi jesień, a potem zima.
poniedziałek, 22 czerwca 2015
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Na działce gąszcz kwiatów i zielska
Wczoraj pojechałam na działkę, aby zerwać trochę kwiatów na grób teściowej i aż jęknęłam, bo padające od kilku dni deszcze nie tylko nie pozwalały pracować na działce, ale też spowodowały bujny wzrost kwiatów i chwastów. Udało mi się ściąć tylko kilka nie całkiem rozwiniętych piwonii, bo reszta pod wpływem deszczu zmarniała. Do bukietu dołożyłam wiązkę niebieskich chabrów, które przez siatkę przeszły od pani Toli do nas , kilka fioletowych irysików oraz kilka upajająco pachnących goździków.
Nigdy bym nie przypuszczała, że takie maleństwa potrafią rozprzestrzenić aromat po całym samochodzie.
Nadszedł czas na lilie, na razie zaczynają się rozwijać te, które rosną już chyba od piętnastu lat, a niedługo przyjdzie pora na piękne różowe, które posadziliśmy w tym roku. Proszę spojrzeć, jaka jest wysoka trawa! Właśnie dziś po śniadaniu mąż pojechał ją kosić, bo aż wstyd przed sąsiadami.
Kwitnie też czosnek niedźwiedzi, którego nigdy nie odważyłam się użyć do celów kulinarnych.
Nie mam pojęcia, skąd wziął się irys w takim żółtym i pomarańczowym kolorze. Muszę zerknąć, czy już kwitł w ubiegłym roku. Jak widać, te fioletowe już kończą swój żywot.
A to mój ukochany Błękitny Aniołek, który wyjątkowo smakuje mszycom i już dwa razy trzeba go było pryskać. Cieszę się, że ma mnóstwo pąków i niedługo będzie cały w błękicie, zgodnie ze swą nazwą.
Nigdy bym nie przypuszczała, że takie maleństwa potrafią rozprzestrzenić aromat po całym samochodzie.
Nadszedł czas na lilie, na razie zaczynają się rozwijać te, które rosną już chyba od piętnastu lat, a niedługo przyjdzie pora na piękne różowe, które posadziliśmy w tym roku. Proszę spojrzeć, jaka jest wysoka trawa! Właśnie dziś po śniadaniu mąż pojechał ją kosić, bo aż wstyd przed sąsiadami.
Kwitnie też czosnek niedźwiedzi, którego nigdy nie odważyłam się użyć do celów kulinarnych.
Nie mam pojęcia, skąd wziął się irys w takim żółtym i pomarańczowym kolorze. Muszę zerknąć, czy już kwitł w ubiegłym roku. Jak widać, te fioletowe już kończą swój żywot.
A to mój ukochany Błękitny Aniołek, który wyjątkowo smakuje mszycom i już dwa razy trzeba go było pryskać. Cieszę się, że ma mnóstwo pąków i niedługo będzie cały w błękicie, zgodnie ze swą nazwą.
Krzewy również nie próżnują i kwitną.
Jaśmin, który zawsze będzie mi się kojarzył z kąpielami w rodzinnej rzece i upojnym zapachem.
Żylistek szorstki, własnoręcznie posadzony przeze mnie i rozsadzony po latach przez męża.
Pięciornik, który wyrósł z niewielkiej gałązeczki i teraz już rośnie w pięciu kępach.
Oraz tawuła kwitnąca na kolor brudnoróżowy. Nie przepadam za nią, ale nie potrafię się jej pozbyć.
Po raz kolejny przedstawiam tegoroczne kwiaty w donicach, najmniejsza doniczka z lobelią powędrowała w niedzielę do ogródka syna. Na szczęście kwiatom w donicach kilkudniowe deszcze nie wyrządziły większej szkody.
W tytule postu napisałam o gąszczu i faktycznie taki gąszcz jest, ale starałam się go nie fotografować, poczekam, aż zrobimy z nim porządek, ale najpierw musi być skoszonych pięć trawniczków i alejka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















