Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2018

Robota dzików

   W poprzednim poście pokazałam zdjęcia skoszonych łączek, teraz pokażę, jak wyglądają nasze łączki po przejściu dzików. Dodam, że dziki spustoszyły nie tylko naszą działkę, ale też wszystkie inne. Ucierpiały też alejki, którymi dochodzimy do naszych działek.
   Dwa dni po pierwszym ataku dzików nastąpił drugi atak , ledwo mąż zdołał przywrócić łączki do jako takiego wyglądu, dziki znów je zryły.
   Widok nie jest przyjemny, płakać się chce, bo tyle roboty poszło na marne.


   Ta łączka już po raz trzeci została zryta. W ubiegłym roku było podobnie. Łączka nie należy do żadnego z działkowiczów, ale sąsiedzi się nią opiekują.


 Tak dziki potrafią zryć każdą alejkę. Potrafią wejść pod każdym płotem z siatki, bo wystarczy, że podważą go ryjem.


   Ta alejka prowadzi do nas, dalsze zdjęcie pokaże, jak ryły dziki koło naszego drewnianego płotu i furtki, której nie udało się wyważyć.



   Nie wiemy, z której strony weszły dziki, ale na pewno tam, gdzie nie ma ogrodzenia.  Dodam, że zdjęcia pokazują zniszczenia z dwu dni.

   A co na działce? 


   Na tej łączce między hortensją a wiatraczkiem widać, jak mąż pozasypywał dziury z pierwszego dnia. Poniżej można zobaczyć, co dziki zrobiły  na trzeci dzień w tym samym miejscu.


   Na furtce i bramie wejściowej gospodarz powiesił kartkę z napisem, aby zamykać. Ale co z tego- dla dzików nie ma takiego ogrodzenia, którego by nie zdołały sforsować. Jeden z naszych najbliższych sąsiadów ma całą działkę ogrodzoną płotem z siatki, a dziki jakoś tam się wdarły i  wszystko zryły.
   Ale dalej dokumentuję robotę dzików na naszej działce.


Dziki były tak zapalczywe w ryciu, że nawet ryły między płytkami na łączce.


I jak tu naprawić taką ogromną dziurę? 






   Mąż zlikwidował  kółeczko na trawniku, w którym rosły dziwaczki, bo znowu ucierpiało. Dobrze, że zostały nam dziwaczki w innym miejscu, bo tylko jeden z dzików próbował tam ryć.


   Nie wiem, czy jest jakiś sposób na pozbycie się dzików z ogródków działkowych. Chyba trzeba poprosić związek łowiecki, aby pogonił dziki daleko w las.


   Na szczęście ta łączka tak bardzo nie ucierpiała. Przypomnę, że mamy pięć łączek i wszystkie w mniejszym lub większym stopniu zostały zdewastowane.

wtorek, 5 czerwca 2018

Dziki w mieście i na naszej działce

   Zawsze współczułam mieszkańcom Świnoujścia, że nigdy nie wiadomo, kiedy zetkną się ze stadem dzików. Niestety, moje miasto nawiedziło kilka rodzin dzików i w najlepsze się panoszą, nie zwracając uwagi ani na przechodniów, ani na rowerzystów, ani nawet na samochody.
   Kiedyś mąż zauważył na alejce naszych ogródków działkowych rozkosznego pasiastego warchlaczka, jednak zanim wyjął telefon komórkowy, aby go sfotografować,  maluszek z głośnym kwikiem przecisnął się pod siatką ogradzającą nasze ogrody i ruszył w krzaki i bajoro, z którego wyszła jego ogromna matka.
   Mąż zgłosił ten fakt gospodarzowi ogródków, ale nikt nie zrobił niczego w sprawie  zlikwidowania dziury, co bardzo źle się kończyło dla kilku działek, między innymi dla naszej, na której mamy niewielki warzywnik.


Do minionego czwartku tak wyglądały nasze ziemniaki.


Taki widok zastał mąż w Boże Ciało, gdy pojechał na działkę, aby nakarmić koty. Można było się załamać!  Dziki zryły prawie cały warzywnik w poszukiwaniu pędraków. Na dodatek wlazły w kółeczko na trawniku, gdzie były posadzone cebulki acidanterii i tygrysówki  oraz posiany dziwaczek peruwiański.


Na szczęście kilka  kwiatów cebulkowych zostało, a także można było uratować nieco dziwaczków.


W miejscu po ziemniakach mąż posiał ogórki, ocalałe dziwaczki poflancował w starym miejscu, kilka też posadził gdzie indziej. 

   Zależy nam na patisonach i kabaczkach  oraz rzodkiewce i sałacie i trzeba mieć nadzieję, że uda się je wyhodować i nie padną pastwą dzików.

   Niedawno z balkonu naszego mieszkania zobaczyliśmy, że na trawniku przed Polmozbytem panoszą się lochy z warchlakami. Trudno było zrobić zdjęcie z balkonu na trzecim piętrze, ale chociaż można mieć wyobrażenie o poczuciu bezkarności dzików.


W prześwicie między drzewami, przy pniu dębu można dostrzec dwie lochy, maluchów nie widać w wysokiej trawie. Jak widać, dziki w mieście to nie lada atrakcja dla ludzi, każdy, kto je zobaczył, zatrzymywał się, aby pstryknąć im zdjęcie.

   Gdy dziki skończyły żerować na trawniku, pobiegły  w lewą stronę, przebiegły przez parking między samochodami  i zaczęły szukać pożywienia w kubłach na śmieci naszego uniwersytetu i akademika.

   Przez jeden dzień, a właściwie wieczór, był spokój, ale dziki znów się pojawiły. Jeden z kierowców zjechał na parking, wysiadł z samochodu i  długo je filmował. Dzikom oczywiście to nie przeszkadzało.

  To smutna historia, więc na zakończenie umieszczę zdjęcia kilku piwonii i jaśminowca.





   Na naszej działce najchętniej widzielibyśmy tylko takie stworzenia, jak na tej wysokopiennej róży.