Przez trzy miesiące mnie tu nie było, bo i tak nie miałabym o czym pisać. Wprawdzie na krótki czas pozwolono jeździć na działkę, ale zaraz zaczęła się pandemia i zakazano wjeżdżać i wchodzić do lasu oraz na działki. Ominęło nas oglądanie kwitnienia krokusów. Mężowi tylko raz udało się sfotografować krokusy, które kwitną najwcześniej- czyli żółte oraz jednego z kotów i to na Dzień Kota.
Dopiero w miniony poniedziałek cofnięto zakaz wjazdu do lasu i wchodzenia na działki. Ucieszyło to mojego męża, który już nie mógł wytrzymać w domu. Natychmiast pojechał, aby zobaczyć, jak działka wygląda. Oczywiście już nie było krokusów, ale za to kwitły tulipany. Wszystko było zaniedbane i teraz czeka męża mnóstwo pracy.
Poza tulipanami kwitnie też barwinek, zawilce leśne, hiacynty i żonkile.
Niestety, było bardzo mocne słońce na bezchmurnym niebie i nie zawsze udało się wyraźnie sfotografować kwiaty.
Oprócz kwiatów kwitną też krzewy, ale o nich w następnym poście.
WSZYSTKIM INTERNAUTOM ŻYCZĘ DUŻO ZDROWIA !
piątek, 24 kwietnia 2020
piątek, 24 stycznia 2020
Zakaz wstępu do lasu
Od dłuższego czasu w moim województwie jest zakaz wstępu do lasów i dużych parków, a to ze względu na Afrykański Pomór Świń. Co jakiś czas leśnicy znajdują padłe całe watahy. Nasze ogródki działkowe znajdują się w środku lasu, gdzie przy wjeździe postawiono tabliczki zakazujące wjazdu lub wejścia do lasu. Działkowcy się buntują, bo niektórzy mają na działkach kury czy króliki i chcą je dokarmiać, inni chcieliby już bielić wapnem drzewa.
My martwimy się o koty, ale liczymy na to, że jakoś przeżyją. Chyba pod koniec grudnia mąż po raz ostatni był na działce, bo tabliczki z zakazem jeszcze nie było.
Aby ten post nie był taki smutny, wkleję kilka zdjęć, które kiedyś pominęłam.
Koniec października- droga przez las na działkę.
Sierpień- narożnik naszej altanki obrośnięty bluszczem i milinem
Altanka z przodu, po prawej stronie widać nasz clematis.
Pająk na tataraku, chyba nie był jadowity.
Margerytki, już nie pamiętam, dlaczego tak się wyłożyły.
My martwimy się o koty, ale liczymy na to, że jakoś przeżyją. Chyba pod koniec grudnia mąż po raz ostatni był na działce, bo tabliczki z zakazem jeszcze nie było.
Aby ten post nie był taki smutny, wkleję kilka zdjęć, które kiedyś pominęłam.
Koniec października- droga przez las na działkę.
Sierpień- narożnik naszej altanki obrośnięty bluszczem i milinem
Altanka z przodu, po prawej stronie widać nasz clematis.
Kwitnący milin naszej sąsiadki.
Jedna z pięciu naszych skoszonych łączek.
Margerytki, już nie pamiętam, dlaczego tak się wyłożyły.
Biały wrzos.
Nie wiem, czy w tym roku w ogóle uda nam się pojechać na działkę, bo nikt nie zabija chorych dzików, gdyż zabronił tego lekarz weterynarii. Nie ma gdzie ich przechowywać.
Dziki bardzo dały nam się we znaki, bo przecież zryły nam zagonki ziemniaków i wszystkie łączki. Przez nie mąż z synem musieli postawić płot odgradzający nas od sąsiada. Mimo wszystko jest mi ich szkoda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















