Wiosną budziły nasz zachwyt pojawiające się kwiaty, bo bardzo byliśmy ich spragnieni. Teraz cieszymy się z każdego rozkwitającego lipcowego kwiatka. Oby kwitły jak najdłużej!
Nic nie wiem na temat tych uroczych zawilców, dopiero muszę o nich poczytać. Chciałabym, aby w przyszłym roku też znajdowały się w tym samym miejscu, ale jeśli nie przezimują, na pewno kupię nowe.
Trzmiel, nie bacząc na to, że ma za sobą aparat fotograficzny, opija się nektarem ostróżki. Ciekawa jestem, ile kwiatów musi odwiedzić, aby wypełnić dzienną normę.
Na pewno nie opije się nektarem rozwaru, bo ten ma szczelnie zamknięte kwiatki, choć jeden z nich już niedługo pęknie i wtedy zaprosi trzmiela do swego wnętrza.
Ta rudbekia przypomina mi kwiaty słonecznika.
Ta zaś nosi przydomek: błyskotliwa.
Ubiegłoroczna pelargonia przetrwała zimę na parapecie okna pokoju i teraz znów zdobi działkę, zaś jej potomstwo kwitnie w doniczkach w mieszkaniu.
Wiem, że ciężko przechowuje się w zimie te irysy, ale jeśli nam się to nie uda, to znowu wiosną kupimy cebulki, bo są piękne.