sobota, 18 kwietnia 2015

Choć zimno, to jednak kolorowo

   No i pogorszyła się pogoda, ale nie ma co rozpaczać, bo przelotne deszcze, które nas nawiedzają, powodują, że drzewa się zielenią w zawrotnym tempie. Przynajmniej w moim mieście na zachodzie Polski wszystkie drzewa i krzewy mają mniej lub bardziej zielone listki.
   Jestem uszczęśliwiona, że na działce już zaczynają kwitnąć tulipany, na razie nie jest ich zbyt wiele, ale wystarczy nieco poczekać, bo wiele z nich ma pąki.


Jak widać na zdjęciu, zaczynają już kwitnąć śliczne szafirki.



Pierwsze przeważnie są żółte tulipany, choć niespodziewanie zakwitł też czerwony o białej obwódce płatków.


   Ostatnio pokazywałam zdjęcie hiacyntów, z których różowy jeszcze był nierozwinięty, a tymczasem, proszę- już ma kwiatuszki.


   Jednak zdjęcia hiacyntów, które przysłała mi Anulka z Antwerpii, wywarły na mnie ogromne wrażenie, bo są niezwykle dorodne. Te, które kwitną na naszej działce, nawet się do nich nie umywają.


   Jednak nie przepadam za korą, która chroni rośliny przed chwastami, ale taki jest urok kwiatów na miejskich gazonach i trawnikach.

 Podobają mi się żonkile, które kwitną w każdym parku Antwerpii, bo jest ich ogromna ilość, choć nie mogę powiedzieć, żeby nie było ich w moim mieście. Po wielu latach kradzieży kwiatów na miejskich skwerkach ludzie zrozumieli, po co są one sadzone i już nie słyszę, że w ciemnościach nocy ktoś wyrywa cebulki. Może też zapobiega temu monitoring.



   I na koniec różnokolorowe belgijskie bratki.


   Gdy się tylko trochę ociepli, kupię piękne pomarańczowe bratki, bo te, które mój mąż wysiał do mini szklarenki, sa bardzo wątłe i nie wiem, czy coś z nich będzie.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Nareszcie prawdziwa wiosna!

   Zrobiłam sobie urlop od blogów, bo trochę zniechęciła mnie pogoda, jaka była w ostatnim dniu marca. Od rana śnieżyca, którą wichura miotała we wszystkie strony, potem grzmoty- już drugi raz w tym roku. Wreszcie niesamowita ulewa, po której na niebie pojawiła się tęcza, ale bardzo szybko zakryły ją ciemne chmury, tak że ledwo zdążyliśmy ją sfotografować. W jednym dniu oglądałam wszystkie pory roku, choć poza tęczą żadna mi się nie podobała.


    Początek kwietnia też nie był ciekawy, bo albo śnieg, albo deszcz. Jednak mimo tej niesprzyjającej pogody kwiatów nic nie powstrzymało od kwitnienia. Po kolei zakwitały żonkile i wychodziły z ziemi liście tulipanów.




   Ku memu zdziwieniu zaczęły kwitnąć posadzone w ubiegłym roku hiacynty. Dawno ich nie mieliśmy, więc nie pamiętałam, kiedy zakwitną.




   Krzewy też nie próżnowały i wypuściły pąki.


Azalia za miesiąc na pewno będzie już kwitła.


Hortensja również, choć tej zimy nie była okryta włókniną.


Róże na pewno zakwitną w czerwcu pod koniec roku szkolnego.

   Przedwczoraj sfotografowałam w mieście forsycje, bo na naszej zimnej działce jeszcze żadna nie kwitnie, choć już ma pączki. Nie wiem, jak w innych miastach, ale w moim na każdym kawałku trawnika żółci się złoty deszcz.


   Dzisiaj, zgodnie z prognozą pogody, od samego rana świeci słoneczko i jest tak ciepło, że młodzi chłopcy noszą koszulki z krótkimi rękawkami, dziewczyny na to się nie odważyły, bo chyba są mądrzejsze. Pewna dość wiekowa nauczycielka języka polskiego, która w czasie wojny uczyła młodzież na tajnych kompletach, mówiła mi, aby jesienią nie ubierać się zbyt grubo, zaś wiosną nie zdejmować zbyt szybko ciepłych ubrań. Zawsze wierzyłam pani Ewie, bo to była niezwykle mądra kobieta. Niestety, już dawno od nas odeszła.