Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tęcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tęcza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 sierpnia 2016

Oby to nie był koniec lata

   Nie wiem, jak w innych regionach Polski, ale u mnie prawie codziennie pada deszcz, jeśli nie w ciągu dnia, to w nocy. Przez te opady rośliny na działce cały czas mają przemoczone nogi, co zbytnio im nie służy. Trudno też znaleźć odpowiednią porę, aby po raz piąty skosić trawniki. Przedwczoraj mąż zdążył przed deszczem skosić połowę, a teraz pojechał, aby skosić drugą.
   Na działce nowymi kwiatami są tylko pomarańczowe dalie, które dostałam od jednej z sąsiadek. Tradycyjnie rosną w otoczeniu ślazówek, które wzeszły dość mizernie.



   Doszłam do wniosku, że lato lubi różowe i pomarańczowe  kolory.


Wśród różowych ślazówek od czasu do czasu pojawiają się też białe.



I dobrze, bo przynajmniej nie jest zbyt różowo.


Pięciornik oplótł duży kamień.


Inny z kolei pozuje na tle białej hortensji, która już bardzo długo kwitnie. 


Kwiat jednego dnia, czyli tygrysówka pawia przed przekwitnięciem pokazuje swoje  nakrapiane wnętrze. To właśnie ono mnie urzekło do tego stopnia, że co roku kupuję nowe cebulki.


Prawie codziennie podjadam malinki, które przeszły też na stronę działki sąsiadów, ale pani Tola nie ma o to pretensji, wręcz przeciwnie.



   Na działkę codziennie przybiega kocica- matka, która dalej skrzętnie ukrywa swoje małe. 


Tu, już najedzona, wygrzewa się na ciepłych płytkach.


Na działce sąsiada czeka jej roczny syn, aby dokończyć resztki jedzenia zostawionego przez matkę. 


Nie pozwolił podejść do siebie zbyt blisko, więc zdjęcie jest mało wyraźne.

      Zapomniałabym, że  zakwitły też słoneczniki, których nie będziemy zrywać, niech służą za pokarm różnym ptaszkom. Na razie ich nektar zbiera ta pracowita pszczółka.



 I na zakończenie tego postu zaprezentuję tęczę, która pojawia się prawie po każdej ulewie.


Tęcza zajmuje tak ogromny kawał nieba, że nigdy nie udało mi się sfotografować jej w całości.

piątek, 16 maja 2014

Co nowego na działce?

   Wprawdzie chłód przystopował wzrost roślinek, ale nie całkowicie, bo jak kiedyś pisałam- wiosny nic i  nikt nie powstrzyma.
   Chyba już kiedyś wspominałam, skąd na naszej działce znalazła się kalina. Otóż wiele lat temu opiekunem szkoły, w której pracowałam przez 34 lata, były Lasy Państwowe i od nich dostaliśmy mnóstwo różnorodnych drzewek, aby posadzić na sektorach wokół szkoły. Sektory to wyznaczone tereny, którymi opiekowały się poszczególne klasy. Gdy już wszystkie drzewka posadziliśmy, został jeden niepozorny krzywy krzaczek i leśniczy pozwolił mi go wziąć. 
   Niestety, żadne z posadzonych wokół szkoły drzew się nie ostało, wszystkie zostały zniszczone i przez uczniów, i przez panie mieszkające w pobliżu szkoły, które na skróty chodziły do pobliskiego sklepu.
   Moja kalina wyrosła na piękną pannę, która już od wielu lat zachwyca nas swoimi niesamowicie pięknym gronkami kwiatów.



   Już nie pamiętam, skąd wzięły się na naszej działce kukliki, ale, jak można zobaczyć, mają się dobrze.


   Za to wiem, skąd mamy wielkie białe zawilce. W ubiegłym roku sąsiad z lewej strony pozwolił wykopać kępkę. Cieszę się, że wspaniale się przyjęły i już w tym roku zakwitły.

  
 Zaczęły też kwitnąć rośliny skalne, które tworzą piękne kobierce. Nigdy nie pamiętam żadnej nazwy tych kwiatuszków, ale nie jest to dla mnie ważne.



   Jedyną pociechą ulewnych deszczy jest możliwość podziwiania tęczy. W maju już trzy razy mogłam ją zobaczyć z balkonu, raz była podwójna. Ta, którą teraz pokazuję, pojawiła się na dość ciemnym niebie i długo na nim przebywała.


   Na zakończenie dodam, że dziś na kolację jadłam własną rzodkiewkę. Była rewelacyjna! Mąż zjadł biały ser ze szczypiorkiem i rzodkiewką.