środa, 5 kwietnia 2017

Już nie ma czego zazdrościć

   W poprzednim poście pisałam, że zazdroszczę Belgom ich wiosny. Tymczasem wczoraj i dzisiaj przejeżdżałam przez moje miasto i byłam zachwycona pięknem naszej wiosny. Gdzie tylko dało się ujrzeć, wszędzie soczysta zieleń traw, żółty kolor wszechobecnych forsycji i kępek żonkili, biel i róż niektórych kwitnących drzew, czerwień pierwszych tulipanów. Nie mogłam tego cudu natury sfotografować, bo patrzyłam przez szybę jadącego samochodu.
    Tymczasem mam zaległe zdjęcia krokusów z naszej działki.


Te białe w niewielki prążki obrastają krzak azalii.


Tak wyglądają z bliska.


Te z kolei są bieluchne jak śnieg. 

   Już kiedyś pisałam,  że chyba w żadnym polskim mieście nie ma tyle forsycji, ile jest w moim. Dlatego nie wyobrażam sobie, aby ich nie było na działce. Mamy kilka krzewów, ale ten jest największy.


   Zaczęły kwitnąć już hiacynty i żałuję, że większość z nich ma kolor brudnoróżowy. Jednak kupiłam dwa lata temu takie opakowanie i teraz tak mam. Owszem, czasami dokupowałam inne kolory w doniczkach, ale one są w mniejszości.


Mąż lubi się dzielić kwiatami, więc z grządki już kilka hiacyntów ubyło.


I pomyśleć, że jeszcze w ubiegłym tygodniu hiacynty miały tylko pąki, a teraz są już  w pełni rozkwitu. To zasługa upałów, które miały miejsce w miniony piątek i sobotę.


To jest właśnie hiacynt w mniejszości, czyli niebieski lub jak ktoś woli- fioletowy.

 Bordowe pierwiosnki, które jako pierwsze zaczęły kwitnąć, niedługo dołączą też inne ich rodzaje.


   Na sam koniec żonkil, na razie samotny, ale niedługo pokażą się jego bracia.


   Przyłapuję się na tym, że dla mnie pory roku wyznaczają rozwijające się kwiaty i zawsze wiem, jaki już mamy miesiąc. Z zasady wszyscy zachwycają się majem i czerwcem, a ja dziś stwierdziłam, że kwiecień jest tak samo przepiękny.

 

środa, 29 marca 2017

Tylko pozazdrościć

   Moja Anulka z Antwerpii pamięta o mnie i znów przysłała mi kwiaty, które już tam rozkwitły. Przede wszystkim na soczyście zielonych trawnikach aż żółci się od żonkili, które w Polsce jeszcze nie mają zamiaru wypuścić pąków kwiatowych. Ale cóż, na zachodzie Europy jest inny klimat.





Zachwyciła mnie też dróżka biegnąca pod biało kwitnącymi drzewami. U nas, owszem, niektóre krzewy mają już zielone listki, ale drzewa jeszcze są szare i smutne. 


Na dodatek jakie błękitne jest niebo, aż zazdrość bierze.  U nas wczoraj temperatura w cieniu dochodziła do 20 stopni, ale niebo nie było takie piękne.


   W trawie rosną krokusiki, które też są u nas,  ale jeszcze tak śmiało nie wyglądają z ziemi.




Jedyna pociecha to taka, że gdy w Belgii już przekwitną żonkile i krokusy, to u nas jeszcze długo będą cieszyć nasze oczy. 
   Wczoraj byłam na działce, aby zobaczyć, czy poza krokusami coś jeszcze kwitnie, ale poza jednym malutkim pierwiosnkiem niczego nowego nie ujrzałam. Za to porozmawiałam z sąsiadami, którzy już pracują, bo po zimie koniecznie trzeba posprzątać. Dziś nieco się ochłodziło i ma być przelotny deszcz, ale za to pod koniec tygodnia będzie prawie jak w lecie.