Tymczasem mam zaległe zdjęcia krokusów z naszej działki.
Te białe w niewielki prążki obrastają krzak azalii.
Tak wyglądają z bliska.
Te z kolei są bieluchne jak śnieg.
Już kiedyś pisałam, że chyba w żadnym polskim mieście nie ma tyle forsycji, ile jest w moim. Dlatego nie wyobrażam sobie, aby ich nie było na działce. Mamy kilka krzewów, ale ten jest największy.
Zaczęły kwitnąć już hiacynty i żałuję, że większość z nich ma kolor brudnoróżowy. Jednak kupiłam dwa lata temu takie opakowanie i teraz tak mam. Owszem, czasami dokupowałam inne kolory w doniczkach, ale one są w mniejszości.
Mąż lubi się dzielić kwiatami, więc z grządki już kilka hiacyntów ubyło.
I pomyśleć, że jeszcze w ubiegłym tygodniu hiacynty miały tylko pąki, a teraz są już w pełni rozkwitu. To zasługa upałów, które miały miejsce w miniony piątek i sobotę.
To jest właśnie hiacynt w mniejszości, czyli niebieski lub jak ktoś woli- fioletowy.
Bordowe pierwiosnki, które jako pierwsze zaczęły kwitnąć, niedługo dołączą też inne ich rodzaje.
Na sam koniec żonkil, na razie samotny, ale niedługo pokażą się jego bracia.
Przyłapuję się na tym, że dla mnie pory roku wyznaczają rozwijające się kwiaty i zawsze wiem, jaki już mamy miesiąc. Z zasady wszyscy zachwycają się majem i czerwcem, a ja dziś stwierdziłam, że kwiecień jest tak samo przepiękny.

















