sobota, 21 stycznia 2017

A u mnie śnieg

   Już nie pamiętam, jaki to był dzień, gdy rano tradycyjnie spojrzałam przez okno i zobaczyłam moje miasto w nieskazitelnej bieli. Właśnie taką biel lubię, bo jeszcze nikt jej nie zabrudził. Czułam się, jakbym mieszkała na wsi.


Najpiękniejsze były drzewa pokryte białym puchem, który okrywał gałęzie, dopóki nie przyszedł wiatr i nie poniósł śniegu  hen daleko.



   Trzeba było wybrać się na działkę, aby nakarmić koty. Oczywiście pojechał mąż, który zostawił samochód przed tą górką, bo za nią jest bardzo ostry i śliski  zakręt.


Zanim dotarł do altany, już czekało na niego stadko głodnych kotów. Na szczęście na tarasie nie było śniegu i natychmiast można było nasypać jedzenie do miseczek. Koty jadły, a mąż odgarniał śnieg sprzed altany.


Jak widać, śniegu było sporo. Gdy koty się najadły, jeden z nich pozwolił się sfotografować.


Nie mam pojęcia, gdzie podziały się małe kotki, możliwe, że jacyś wielbiciele kotów zabrali je do domów.

  A oto, jak wygląda działka w zimowej szacie. 


To ujęcie najbardziej mi się podoba, a to ze względu na wysoki iglak, który wygląda jak bożonarodzeniowa choinka.

 

Temu iglakowi też nie można ująć urody. 

   Już od kilku dni nie pada śnieg i zrobiło się brzydko. Temperaturę mamy dziś dodatnią, a dzień jest dłuższy o 48 minut. Już bliżej do wiosny i przebiśniegów.

sobota, 31 grudnia 2016

Nie docenimy wiosny, jeśli nie przeżyjemy zimy

   Już nie pamiętam, gdzie usłyszałam tę mądrą myśl, którą zawarłam w tytule posta. Można ją interpretować w dwojaki sposób, ale ja potraktuję ją najprościej: muszę przeżyć zimę, jeśli chcę zobaczyć zieleń, kwiaty i błękit nieba.
   Zawsze afiszuję się tym, że nie lubię zimy. Może gdybym mieszkała na wsi, cieszyłabym się z białego puchu i ośnieżonych drzew, ale mieszkam w mieście i trudno jest poruszać się samochodem, bo najpierw trzeba go wykopać ze śniegu, potem ślizgać się po nieposypanych piaskiem uliczkach osiedlowych.
   Na razie na zachodzie Polski nie było śniegu, więc nie powinnam narzekać. Na szczęście dzień już się wydłuża, jest już o  sześć minut dłuższy od najkrótszego i to bardzo mnie cieszy.
   Mąż dwa- trzy razy w tygodniu jeździ karmić koty, bo chyba bez jego pomocy biedactwa nie przeżyłyby zimy. Każdą wizytę u kotów dokumentuje na zdjęciach. To są zdjęcia wczorajsze:



   Kiedyś mąż sfotografował koty tuż przed nocą, szkoda mi biedaków, bo muszą znaleźć altanę, gdzie nie ma problemu ze schowaniem się na ciepłym strychu.




   Jedynym kolorowym elementem na działce jest irga z czerwonymi owocami, która oplotła kamień.


   A tak nasza działka wyglądała wczoraj, zmarznięta i oszroniona.





   Może działka by wyglądała ciekawiej, gdyby była zaśnieżona, ale kotom lepiej bez śniegu.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU.