poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Lilie, astry i kot

   Upał nie do zniesienia, jednak chociaż raz nie będę narzekać na naszą mokrą działkę, bo dzięki nadmiarowi wody w glebie, nie musimy jej podlewać. Ja prawie nie ruszam się z domu, tylko siedzę w pokoju z zasłoniętymi roletami i włączonym wentylatorem. Wprawdzie w sobotni wieczór mieliśmy burzę, ale deszczu spadło tyle, co kot napłakał.
   A teraz to, co aktualnie jest najpiękniejsze na naszej działce- mianowicie różowe lilie azjatyckie- wsadzone do ziemi na wiosnę. Znów nie wiem, które zdjęcia wybrać, bo wszystkie lilie są piękne.


Staram się obok nich nie przechodzić, bo trudno potem doczyścić pobrudzone pyłkiem ubranie.


Ich kielichy są wyjątkowo okazałe, zaś płatki kwiatów wygięte.


Te rosną w towarzystwie słonecznika i niedużej borówki amerykańskiej.



Resztę zdjęć tych cudownych lilii zachowam na czas zimowy. A teraz kwiat, który kojarzy się z jesienią, choć, jak wyczytałam, już są gatunki, które potrafią kwitnąć pod koniec wiosny. Nasze astry, które są poflancowane w różnych miejscach działki, należą do astrów chryzantemowych. Zachwyciły mnie ich zdjęcia na opakowaniu z nasionami i dlatego właśnie takie wybrałam. Na razie nie kwitnie ich zbyt dużo, ale widocznie dwie były takie "wyrywne".


Dziwne, że pąki są białe, a kwiat różowy.


   A teraz słonecznik, który też kojarzy mi się z jesienią. Podejrzewam, że ptaszki będą miały uciechę z jego nasion. Dodam, że wszystkie kwiaty w tym poście zostały sfotografowane dzisiaj.


   Jeszcze kwitną róże, choć upały na pewno porządnie dały im się we znaki.


Zupełnie zapomniałam, że mamy białą różę, a tymczasem proszę... jest i nawet zakwitła.


Te róże swym kolorem wpisały się w kolory lilii i astrów.

   A teraz, aby nie było tak kwiatowo i różowo, proszę obejrzeć czarno- białego kota. Jest to dość stare kocisko, którego dawno nie widzieliśmy, widocznie chodził po lesie opodal działek. Niestety, jest zaniedbany i wychudzony, ale podejrzewam, że niedługo mąż go odpasie. 


Tu zastanawia się, czy warto podchodzić bliżej.


Tu jeszcze trochę jest nieufny.


A tu już jest niedaleko miseczki z wątróbką.

   Synoptycy zapowiadają, że te afrykańskie upały mają potrwać do 20 sierpnia. Może damy radę wytrzymać, bo jak mówi niezrównana Maria Czubaszek: "To nie jest pogoda dla białego człowieka".

sobota, 1 sierpnia 2015

Rozwar i inne piękne kwiaty

Tak jak obiecałam w poprzednim poście, dziś będzie nieco o naszym rozwarze. Ten kwiat poznałam kilka lat temu, gdy zobaczyłam go na blogu Łucji. Najpierw kupiliśmy rozwar niebieski lub jak kto woli- fioletowy, potem biały i na końcu różowy. Niestety, do dzisiaj dotrwał tylko ten niebieski, ale za to jest wyjątkowo urodziwy i ma ogromne kwiaty w postaci dzwoneczków.







Ten śliczny kwiatuszek ma jeszcze mnóstwo pączków wyglądających jak bąbelki, co obiecuje, że jeszcze długo będziemy się nim cieszyć.

To moje "białe coś" naprawdę nosi nazwę iksja i bardzo dziękuję Dusi za jej wyszukanie wśród tylu kwiatów w internecie. Jeśli w przyszłym roku będę kupować cebulki tego kwiatu, to kupię kilka opakowań, bo w jednej torebce jest ich tylko dziesięć, a to za mało.



To delikatny kwiatuszek na długiej łodyżce i musi go być więcej i gęściej w jednym miejscu, aby osiągnąć jakiś efekt.

W jednym z postów pisałam o tym, że w naszej mini szklarni posialiśmy nasiona bratka o wdzięcznej nazwie Rokoko. Owszem, nasiona najpierw wzeszły, a potem zmarniały. Ocalały tylko trzy bratki, które mąż posadził do korytka stojącego na parapecie w kuchni. Biedne bratki długo się męczyły obok pelargonii, aż wreszcie się wzmocniły i nawet zakwitły. Kwiatki są bardzo malutkie, ale niezwykle ciekawe.





To, przy czym kwitną, to wcale nie jest pień drzewa, lecz łodyga pelargonii. Ptaszek w korytku już od kilku lat pilnuje roślinek.

Ozdoby naszej działce dodaje milin, który w ubiegłym roku bardzo ucierpiał, bo wichura przewróciła go razem z kratką, po której się piął jak szalony.






Miliny mamy w kilku miejscach, ten ostatni pnie się przy altance, ale na razie niezbyt bujnie kwitnie.
Dalej kwitnie tygrysówka, na szczęście obok różowej pojawiła się też żółta.





Chyba w przyszłym roku nie posiejemy tyle ślazówki, bo w jej gąszczu niknie wiele kwiatów i trzeba dobrze się przyglądać, aby je  znaleźć.







Lubię fotografować kwiaty z bliska, bo wtedy w pełni można podziwiać ich piękno.