sobota, 1 lutego 2014

Nieustanna tęsknota za wiosną

   Szesnaście kilometrów od mojej miejscowości w niewielkim miasteczku na przełomie XIX i XX wieku ktoś wybudował taki ni to pałacyk, ni to zameczek. Kilka lat temu miałam okazję wpatrywać się ten budynek, bo leżałam w szpitalu znajdującym się naprzeciwko. Nawet go naszkicowałam, a gdy pielęgniarka zobaczyła mój rysunek, powiedziała, że po wojnie było tam piękne przedszkole. W tym czasie, gdy patrzyłam na ten budynek, nie wyglądał on zbyt ciekawie, bo zaczynał popadać w ruinę. Wreszcie ktoś go kupił i doprowadził do takiego stanu, jak widać na zdjęciu. Nie mam pojęcia, kto wpadł na pomysł, aby wybudować takiego dziwoląga z basztą i blankami. Jednak wyróżnia się na tle innych budynków.

   Zdjęcia umieszczam na dowód tego, że i u mnie jest zima, choć dziś było pięknie, cały dzień świeciło słoneczko, a temperatura dochodziła do +6 stopni, zaś dzień był dłuższy o jedną godzinę i dwadzieścia dwie minuty od najkrótszego.
**********
   Od zawsze podobały mi się łąkowe kwiaty o pięknej nazwie firletki, o dziwo, kiedyś same zasiały się na naszej działce, dziś sprawdziłam w internecie, że są to firletki poszarpane, które pamiętam z dzieciństwa.


    Wydaje mi się, że na działce mamy też firletki chalcedońskie, choć myślałam, że to pysznogłówki, bo niewiele się od siebie różnią.

To te bladoróżowe kwiatki.

   A tu inne kwiaty rosnące na narożniku z ogromnymi kamieniami.



   Już nie mogę doczekać się, kiedy taka gęstwina znowu wyrośnie na naszej działce.

środa, 29 stycznia 2014

Oczekiwanie na kolory

   Od niedzieli do dzisiaj siedziałam nad moją rodzinną miejscowością, a dokładnie to szukałam w internecie starych zdjęć i historycznych wiadomości. Moja wieś ma pecha, bo obok niej jest druga o prawie takiej samej nazwie i w internecie obie traktowane są jako jedna. Postanowiłam spisać historię tylko mojej wsi, którą założono w 1730 roku, do tego dokładałam bardzo stare zdjęcia i pisałam o tym, co zapamiętałam, gdy przez 18 lat tam mieszkałam. Moja wieś rozwinęła się dzięki kolei i założonej cegielni, z której na całą Europę i nie tylko, bo nawet do Argentyny w Ameryce Południowej, wysyłano piękne płytki i ozdobne cegły.
   To tyle gwoli wytłumaczenia się, dlaczego tak rzadko odwiedzałam Wasze blogi.

   To zdjęcie jest bardzo stare, ale gdy tam mieszkałam i przez 8 lat dojeżdżałam do szkół w mieście, dworzec wyglądał identycznie. Swoim wspominkom o ukochanej wiosce poświęciłam 17 stron zapisanych w Wordzie, a to jeszcze nie koniec, bo ciągle poszukuję innych wiadomości.
   Jednak jest to blog działkowy, więc dorzucę kilka zdjęć kolorowych kwiatów, za którymi tęsknię.

Przypołudniki na działce pani Janki.

 Nie wiem, co to za śliczne kwiatuszki, bo chyba ich nasionka kupił mój mąż i nie zachował torebki.

Ciekawa jestem, ile cebulek tych pięknych tulipanów przetrwa zimę i zakwitnie na wiosnę.

A to oczko wodne na działce pani Halinki, o której jeszcze nie pisałam.

 Neo pani Toli, wprawdzie nie jest kolorowy, jak mówi tytuł postu, ale też nie mogę się doczekać, kiedy usłyszę jego szczekanie i zobaczę szaleńcze bieganie po całej działce.

OBY DO WIOSNY!!!